Kot ze stopą na nosie?

Home / Porady / Kot ze stopą na nosie?
Kot ze stopą na nosie?

Kot ze stopą na nosie?

Lek. wet. anestezjolog Anna Goc

 

Kot ze stopą na nosie? Czyli o Zofii, której nie pozostawiono wyboru…

 

Stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to co oswoiłeś – wzruszająco prawdziwy fragment powieści Antoina de Saint-Exupérego należy do najpopularniejszych cytatów, krążących wśród miłośników zwierząt. Zapewnienie pupilom, tym dużym i tym całkiem najmniejszym, troskliwej opieki i godnych warunków życia staje się, w myśl tej zasady, obowiązkiem każdego opiekuna. Problem zaczyna się, gdy opiekun nagle odchodzi, gdy zwierzę nagle traci swą bezpieczną przystań.

Osierocony kot u onkologa dla zwierząt

Tak było w przypadku kotki Zosi, która razem z dwoma siostrami trafiły po śmierci właścicielki pod opiekę fundacji „Koty spod bloku”. Nowe opiekunki z fundacji zgłosiły się z Zosią na konsultację onkologiczną (lek. wet. Anna Kurczewska) do Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej z powodu silnie wrzodziejących, zdeformowanych małżowin usznych i zmianie na lusterku noska. Obraz zmian w połączeniu z umaszczeniem kotki przynosiło podejrzenie nowotworowego tła zmian. Słabo owłosione i pigmentowane obszary ciała (małżowiny, nos, okolice oczu) są charakterystycznymi miejscami, w których „lubi” rozwijać się rak płaskonabłonkowy (SCC), złośliwy nowotwór stanowiący prawie jedną czwartą wszystkich złośliwych nowotworów u kotów.

Niepokojące zmiany na uszach u kota

Znacząca dotkliwość zmian na uszach (małżowiny bowiem swędziały, rozpadały się, krwawiły i  bolały) nakazywała działać szybko. Kotka przeszła badania kwalifikujące do znieczulenia ogólnego (badania krwi, badanie echokardiograficzne), dzięki czemu możliwe było wykonanie zabiegu obustronnej aurikulektomii (czyli amputacji małżowin usznych). Zabieg wykonywano w znieczuleniu ogólnym zgodnie z dopasowanym do potrzeb Zosi protokołem anestetycznym, z użyciem pełnego monitoringu pacjenta. Procedura przebiegła bez żadnych powikłań, przynosząc Zosi nieopisaną ulgę w cierpieniu. Rany pozabiegowe prawidłowo zagoiły się, a kotka zyskała nowy „gładki” image.

Zmiana na nosie – podejrzenie nowotworu

Przeszczep opuszki śródstopowej na nos

Kolejnym krokiem w leczeniu było usunięcie zmiany z lusterka nosa. Podejrzenie nowotworu wymagało zachowania odpowiedniego marginesu cięcia (czyli odpowiedniej ilości tkanek usuniętych wraz ze zmianą, zwiększających prawdopodobieństwo braku pozostawienia komórek nowotworowych). Niestety okolica nie oferowała dużej ilości „materiału”, którym można byłoby ranę osłonić. Z pomocą w uzyskaniu dobrego efektu kosmetycznego przyszedł przeszczep. Chirurg (dr n. med. Aleksander Kasprowicz) po usunięciu zmiany z lusterka nosa, pobrał i dopasował fragment opuszki śródstopowej i nią zabezpieczył z użyciem kilkunastu szwów, operowane miejsce.

Usuwanie tkanek z nosa wraz ze zmianą.

Bezpieczne znieczulenie kotów

Pomimo kolejnego znieczulenia, kotka po przebudzeniu czuła się świetnie. Odpowiednio użyte techniki znieczulenia miejscowego pozwoliły na redukcję leków użytych „ogólnie”, co pozwoliło na mniejsze obciążenie organizmu. A dodatkowo zapewniły całkowitą bezbolesność w okresie pozabiegowym, dzięki czemu Zosia już 30 minut po odzyskaniu przytomności zjadła swój pierwszy posiłek, co jest niezwykle ważne w prawidłowym przebiegu rekonwalescencji kocich pacjentów. Ze względu na wyśmienite samopoczucie po zabiegu, kotka tego samego dnia wróciła do swojego domu tymczasowego.

Pobieranie fragmentu  opuszki śródstopowej.

Rekonwalescencja kota po zabiegu

Kotka w okresie gojenia była regularnie monitorowana przez lekarzy Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej, bo mimo pożądanego przebiegu zabiegu nad noskiem ciągle wisiało widmo odrzucenia przeszczepu. Na szczęście dla Zosi przeszczep przyjął się i rana na nosie ładnie się zagoiła i 3 tygodnie od zabiegu po interwencji chirurgicznej nie było śladu. Natomiast przekazany do badania histopatologicznego materiał nie wykazał obecności komórek rakowych. Potwierdził za to silne zmiany zapalne, które same w sobie złośliwe na szczęście nie były, ale stanowiły doskonałe wrota do rozwoju raka płaskonabłonkowego. Dzięki szybkiemu wdrożeniu postępowania leczniczego udało się uniknąć rozwoju ciężkiej choroby nowotworowej, co daje Zosi dobre rokowania na przyszłość.

Jeśli chodzi o naszą bohaterkę, nie wydaje się przejmować wynikami badań, za to cieszy się życiem bez bólu i w domu tymczasowym oczekuje na nowego opiekuna, którego będzie mogła oswoić.

 Lekarze Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej w czasie zabiegu.

 

 

 

Facebook
Facebook