WYGRAĆ ZE ŚMIERCIĄ

Home / Porady / WYGRAĆ ZE ŚMIERCIĄ
WYGRAĆ ZE ŚMIERCIĄ

WYGRAĆ ZE ŚMIERCIĄ

Rufi, 8-letni papillon, trafił do Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej na skraju życia i śmierci. Przyjmująca go na dyżurze lekarka nie była pewna, czy pacjent dożyje poranka.

Pięć dni wcześniej piesek został pogryziony i pomimo wczesnej interwencji w innym zakładzie leczenia zwierząt w organizmie małego pacjenta rozwinął się stan sepsy (uogólniony stan zakażenia organizmu, w którym krążące we krwi znaczne ilości bakterii i ich toksyn pustoszą organizm). Wokół Rufiego unosił się zapach śmierci.

W miejscu ugryzienia doszło do sporej martwicy (obumarcia ogromnego płata skóry) pozostawiającej odkryte tkanki miękkie. Stanowiły one ponad 50% powierzchni grzbietu.

 

Z rany pobrano wymaz, wdrożono antybiotykoterapię o szerokim spektrum, wprowadzono leczenie wspomagające i czekano na rozwój wydarzeń.

Ze względu na silne zakażenie i brak znacznego fragmentu skóry rana nie nadawała się do leczenia chirurgicznego. Początkowo udało się ją tylko wstępnie oczyścić z martwych fragmentów I rozpoczęto leczenie zachowawcze.

Ta historia nie zapowiadała się dobrze. Rufi przez pierwsze 4 dni nie podnosił się, był karmiony przez sondę, nie był w stanie utrzymać w normie żadnego parametru życiowego.

Nasz dzielny pacjent jednak nie poddał się. Piątego dnia hospitalizacji Rufi zaczął nieśmiało poczynać swoje pierwsze kroki w stronę żywotności.

W miarę jak stan ogólny pacjenta poprawiał się, rana także zaczynała przypominać część ciała. A to za sprawą konserwatywnych metodom leczenia z użyciem różnorakich maści i opatrunków.

Początkowo stosowano maści wytrawiające martwe pozostałości tkanek, następnie opatrunki z substancjami odkażającymi. Na końcu podróży zastosowane zostały hydrokoloidyopatrunki wodno-żelowe nawilżające środowisko rany, konieczne do prawidłowego gojenia się rany.

Pomimo nagłego pogorszenia stanu wymagającego transfuzji krwi, Rufi się nie poddawał. Intensywna terapia zaczęła przynosić pożądane skutki. Można było rozpocząć rehabilitację. Dzięki laseroterapii na ranie wybujała piękna ziarnina (to bogato ukrwiona tkanka łączna wytwarzająca się w procesie gojenia). Znacząca poprawa stanu klinicznego Rufiego oraz jakości rany pozwoliły na chirurgiczną mobilizację jej brzegów i częściowe zamknięcie.

Dzięki temu po 16 dniach od przyjęcia psiak mógł wrócić w ramiona kochających opiekunów. Kolejne wizyty przynosiły coraz piękniejszy obraz gojącej się rany, po której teraz na szczęście pozostało już tylko wspomnienie i dziura w sercu jednej z techniczek Trójmiejskiego Szpitala Weterynaryjnego, która wyjątkowo zżyła się z Rufim. Przez cały czas leczenia i pomimo posiadania osobistego papillona Szkodnika, znalazła w sercu miejsce na jeszcze jednego “motylka”.

 

Facebook
Facebook